Najnowsze wpisy, strona 12


Bezrobocie, dzień 17


20 stycznia 2021, 08:33

Rodzic odpowiedzialny, cz. 2 i mam nadzieję, że ostatnia.

 

Otwieram oko, ale tylko trochę, przeciągam się, za oknem jeszcze ciemno. Słyszę krzątaninę w kuchni. Myślałam, że Obywatel ogarnia poranną zmianę przy czajniku i postanowiłam kimnąć jeszcze 2 min. I nagle słyszę chrapanie. Chrapanie po mojej prawej. I to był Obywatel.

To jest takie uczucie, kiedy nagle uświadamiasz sobie rano, że to jednak nie sobota, a wtorek na przykład i pędzisz w podskokach do łazienki na siku (a właściwie po co? siku zrobię w robocie, nieumyte kły zamaskuję holsem, a bufet se bardziej psiknę psikaczem zamiast brać prysznic. Na przykład). Takie uczucie, jak kubeł zimnej wody, kiedy się tego absolutnie nie spodziewasz. Takie mocne zassanie powietrza w przypływie paniki. Kiedy nagle okazuje się, że Obywatel wcale nie parzy mi kawy, bo chrapie obok tak bardzo, że wciąga nosem kołdrę. Kiedy okazuje się, że tam w kuchni, przy czajniku krząta się moje dziecko i organizuje sobie śniadanie, bo matka uderza w kimono.

Mam takie coś w środku, pewnie wyssane z mlekiem matki, może jakoś wdrukowane, że jeśli jestem w domu i mam luksus łażenia pół dnia w dresach albo piżamie, to chcę młodym ułatwić, pousuwać spod zaspanych kończyn te mini kłody w postaci robienia sobie śnaidania i herbaty. Chociaż tyle mogę. I chcę. Jak nie śpię. Szefowa też mi serwowała śniadanka. I wcale mnie to w życiu dorosłym nie skrzywdziło. Nie jestem jakaś bardziej nieogarnięta i rozmemłana. Nie zachowuję się jak królewna.

Jak już, to jak księżniczka.

 

Bezrobocie, dzień 16.


19 stycznia 2021, 16:33

Rodzic odpowiedzialny, cz. 1

 

Gustaw: Mama, ja idę już spać. Dobranoc.

 

ja: już? Dopiero 22.

 

Gustaw: przecież wstaję jutro rano do szkoły.

 

Bezrobocie, wciąż dzień 15


18 stycznia 2021, 12:52

Pamiętam, że jak miałam 11, może 12 lat, to przeżywałam swoją pierwszą podwórkową miłość. Miał na imię Radosław, rude wlosy, zielone oczy i piegi. Ideał.

Ałe miał też siostrę Ewelinę, która była do niego podobna. Albo on do niej. Ale chodzi mi o to, że wtedy myślenie moje przybrało taki tor, że nie będę się prowadzać po osiedlowych piwnicach, całując namiętnie Radosława, a jakbym się prowadzała z Eweliną. Poza siostrą, miał też jebniętą matkę. Wiecznie szpiegującą i wścibską plotkarę. Już jako mały szczyl czułam, że taka teściowa to kula u nogi i że prędzej czy później trzeba będzie ją zabić.

 

Koniec końców biłam się z myślami: być z nim czy nie być. Mieszkałam wtedy na parterze i wychylałam się przez okno z mojego pokoju. Pech chciał, że akurat Radzio przechodził i zapytał mnie czy jestem pewna, że nie chcęz nim być. Odpowiedziałam, zgodnie ze swoim sumieniem, że nie.

On zrozumiał: nie, nie chcę być z Tobą.

Ja miałam na myśli: nie, nie jestem pewna zerwania.

Wyszło, jak wyszło.

Radzio wyrósł na  wyyyyysokiego, szczupłego, zielonookiego rudzielca z piegami, założył rodzinę i mieszka gdzieś w okolicy.

Ewelina też założyła rodzinę i wyprowadziła sie ciut dalej niż ta moja okolica. W dodatku okazało się, że to dobrze, że ona jest podobna do Radzia, bo przynajmniej jest nienachalnej, względnej urody jak na dziewczynę. Gdyby Radzio był podobny do niej.....to byłoby szkoda chłopaka.

Matka obojga została wdową i jej plotkarskie zapędy osłabły, sprzedała działkę (doskonały punkt obserwacyjny!) i zajęła się sobą.

 

Czasami życie samo rozwiązuje problemy. Bywają sytuacje, kiedy nie należy prostować własnych słów, mimo, że czasem zostaną mylnie odebrane przez drugą osobę.

 

Bezrobocie, dzień 15.


18 stycznia 2021, 09:50

Wstałam i spojrzałam w okno. Chwyciłam telefon, żeby uwiecznić, bo kolory na niebie były cudne. A same chmury wygladały jak - marna ze mnie poetka, ale samo się ciśnie na usta - jaby były kołdrą.

 

 

 

Przypomniał mi się wczorajszy dialog, którego byłam świadkiem.

Wracaliśmy z lasu do domu, zbliżała się godzina 16, a więc zaczynało być szarawo za oknem. No i tak jedziemy, jedziemy, w samochodzie cisza....bo Obywatel zakazał włączać radio, żeby ten nasz gruchot nie padł do końca i żeby następnym razem w ogóle odpalił. Nie znam się. W każdym razie......patrzę na zachód słońca i na tę zimową aurę i tak mnie ona zachwyciła...i mówię do chłopaków Zobaczcie jak pięknie. Jak ja na to czekałam. Na zimę i śnieg. I na takie właśnie zachody słońca. Na te pastelowe kolory....

 

Obywatel: a jakie to są pastelowe? Chłopaki?

Gustaw: no takie za mgłą.

Obywatel: Jan?

Jan: nie wiem, nie używam.


 

Bezrobocie, dzień 14


17 stycznia 2021, 10:41

No i teraz tak.

Jak człowiek pije za często, to źle. A jak za rzadko? To organizm przechodzi w faze detoksu i wtedy, jak zapodasz lampkę wina, to się dzieją cuda....

 

Poszłam wczoraj do szwagroskich, bo poprosili mnie o projekt pokoju swojego syna. Ale umówmy się, sam projekt nie jest wyzwaniem w porownaniu ze spotkaniami ze szwagroskimi. Wino domowe, mocno schłodzone na balkonie, weszło gładko.

 

A po powrocie do domu zażyłam kolację. Warzywa z patelni. Nie zauważyłam, że łyżka, która leżała sobie w patelni, stopiła się dość poważnie i chwyciłam ją w tymże miejscu. Następnie zarejestrowałam, że ta sama łyżka przykleiła się do palca. "Źle nie wygląda. Ale będzie" - to wróżka Dzidzia. Ona ma dar przewidywania. Dziś zaczął się cyrk.